Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lakiery do paznokci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lakiery do paznokci. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Motoryzacyjna miłość

Otóż kocham miłością wielką wszelkie pojazdy mechaniczne. Taaaak, ja kobieta z krwi i kości szaleję na punkcie samochodów, motorów, a nawet traktora i wózka widłowego ;) Taki fetysz :) Z tego też powodu podeszłam do nowej serii lakierów OPI z wielką nadzieją. Stworzona jest z marka FORD. Mam niestety wrażenie, że jest ciut gorsza niż poprzednia seria z Coca-colą (opisana tutaj). A szkoda.. Zresztą oceńcie same!


Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie podała Wam wszystkich uroczych nazw tych lakierów. Ten biały przyjemniaczek to Angel with a leadfoot. Jest bardzo biały, jak jedna z Was idealnie to nazwała - korektorowy. Nakłada się jak każde OPI - bardzo dobrze. Dwie warstwy wystarczą, żeby pokryć całą płytkę i utrzymuje sie względnie 3-4 dni w zależności od wykonywanych czynności.



Ten lakier ma wszystko mówiącą nazwę Race Red. Wygląda idealnie tak jak samochody wyścigowe forda. Na palcach jest bardzo elektryzujący i przyciąga uwagę. Do idealnego pomalowania paznokci wystarczą dwie warstwy. Szybkość wysychania również jest tak jak zawsze w przypadku OPI dość szybka :).



Tej lakier zastanawiał mnie najbardziej. Nazywa się The sky's my limit. I niestety nie przekroczył żadnych barier. Trzeba nałożyć ze 3 warstwy, żeby wyglądał tak jak na zdjęciu. Baaaaardzo słabo kryje. Dodatkowo posiada lekko opalizujące złote drobinki, które ciut mi się gryza z kolorem bazowym. Dla wielbicielek niebieskiego.



Mówiąca wszystko nazwa Queen of the road to mój faworyt z ca;lej kolekcji, Dwie warstwy wystarczą do idealnego krycia. Kolor jest natomiast piękny i szlachetny. Idealny na wieczór. Czerń z dodatkiem opalizujących drobinek. Królowa w najczystszej postaci!



50 years of style mimo nazwy wydaje mi się jednym z najsłabszych lakierów w kolekcji. Jest dość.. babciny. Delikatnie opalizujący, nawet przy trzech warstwach prześwituje. Taki delikatny i niemrawy. Zupełnie bez wyrazu. A może Wam przypadnie do gustu?



No i ostatni z serii Gilrs love ponies. Uwielbiam tą nazwę, mówi sama za siebie! Kolor jest idealnie różowy. Nie za mocny, nie za słaby - różowy. Pięknie odbija światło. Dwie warstwy wystarczą by pokryć całą płytkę. Potem można się przez kilka dni cieszyć idealnie kucykowatymi paznokciami :)



To jak? Który Wam sie najbardziej podoba? Którego chciałbyście zabrać do domu? I co najważniejsze - która seria Wam się bardziej podoba: Ford czy Coca-Cola?

Moje Drogie śpieszę do Was również z wynikami rozdania Yonelle! Liftingujące serum infuzyjne trafi do Ani W. ani proszę Cie bardzo o podanie adresu w wiadomości prywatnej na facebooku lub na maila: lipstickonthemap@gmail.com Gratuluję serdecznie!