Na początku muszę zaznaczyć, że nigdy nie miałam problemu z
rzęsami. Są one w miarę długie i raczej gęste. Wystarczy je porządnie wytuszować,
żeby wyglądały dobrze. Jednak na fali zachwytu Revitalashem postanowiłam
sprawdzić jedną z wchodzących wówczas na rynek odżywek (celowo nie podam nazwy,
bo miałam nie pisać negatywnie o kosmetykach :P). Efekt był taki, że wypadły mi
praktycznie wszystkie rzęsy. Początkowo po 2–3 dziennie, a potem wręcz tuzinami.
Nie wiedziałam, co zrobić, więc jak zawsze w takich sytuacjach zarządziłam
sobie powrót do natury. Kupiłam w aptece olejek rycynowy, witaminę E i witaminę
D. W starym opakowaniu po odżywce do brwi
zrobiłam miksturę, którą codziennie
wieczorem nakładałam na rzęsy. Na szczęście odrosły. Kiedy jednak znowu
pomyślałam o jakiejś odżywce do rzęs, to zaczęłam się mocno zastanawiać.
Najpierw sprawdziłam wszystkie informacje o tego typu kosmetykach i ich składy w internecie. Proteiny i
witaminy zabrzmiały bezpiecznie, więc zdecydowałam się na zakup odżywki NeuLash.
Jest bardzo droga (3,2 ml, 380 zł), ale jest też bardzo dobra. Nawet megadobra. Nakłada
się ją codziennie wieczorem tuż nad linią rzęs.
Następnie rano się ją zmywa i nakłada normalny makijaż, odżywka te nie
przysparza więc problemów w codziennym stosowaniu. Niestety nie mogę Wam
pokazać jak zadziałała, bo nie mam zdjęć sprzed kuracji. Możecie mi jednak wierzyć, że jest bardzo
skuteczna! Rzęsy stały się zarówno grubsze, jak i znacznie dłuższe. Zaczęłam nawet mieć
problem z ich malowaniem – wszystko odbija mi się na górnej powiece. NeuLash jest bezzapachowy i delikatny dla oka. Ani go nie podrażnił, ani nie zaczęło się ono
czerwienić, ani tym bardziej łzawić. Doskonale wiem, że cena nie jest
zachęcająca. Jednak jeżeli szukasz dobrej odżywki dla swoich rzęs, to w tym wypadku mogę Ci
z ręką na sercu (i każdej innej części ciała) obiecać, że jest skuteczna –
przetestowane!