Szukaj na tym blogu

niedziela, 18 maja 2014

Lato w tubce

Testuję bardzo dużo kosmetyków - to jest fakt. Niemal codziennie w moim "zbiorze" pojawia się coś nowego. A jednocześnie posty jakoś przestały się pojawiać. Odkryłam tego powód - najwięcej czasu zajmują mi zdjęcia. Wybaczcie więc, że niektóre zdjęcia będą z internetu, ale tak przynajmniej mam pewność, że W MIARĘ regularnie będą się pojawiać tutaj wpisy.

Przechodząc do meritum, oto mój ulubieniec ostatniego czasu. Bardzo się zdziwiłam, że balsam polskiej firmy, kosztujący 16 złotych jest tak niesamowity. Po pierwsze przepięknie, czekoladowo pachnie. Ma dość gęstą konsystencję, jednak szybko się wchłania nie pozostawiając filmu. Delikatnie, acz widocznie brązuje skórę. Sprawia to, że nie wyglądamy nagle jak po miesiącu na słońcu w Maroku tylko stopniowo się opalamy. Opalenizna jest brązowa, delikatna, nie zaś jak po typowym samoopalaczu - pomarańczowa. Dodatkowo bardzo równomiernie schodzi. Nienawidzę jak samoopalacz łuszczy się płatami, jakbyśmy mieli bielactwo. Ten systematycznie się usuwa i nie zostaje dookoła mieszków włosów. Najbardziej jednak zadziwiające dla mnie było to, że genialnie nawilża moją skórę. Już po tygodniu stosowania staje się ona miękka, jedwabista i gładka. Aż się chce pokazywać nogi w szortach!!

Balsam jest niezbędny w naszej kosmetyczce, ponieważ musimy pamiętać jak szkodliwe jest promieniowanie słoneczne. Proszę Was, stosujcie wysokie filtry i nakładajcie je co kilka godzin. Pomijając już fakt niszczenia skóry, który jest niepodważalny. To pamiętajmy, że opalanie zwiększa ryzyko zachorowalności na czerniaka! Piękną opaleniznę możemy zaś uzyskać coraz lepszymi balsamami brązującymi ;). Nikt już nie będzie miał nam tego za złe.

najlepszy balsam brązujący

poniedziałek, 12 maja 2014

Kolorowy Eris!!!


Mam nadzieję, że już wszystkie z Was wiedzą: nasza polska, rodzima marka wypuściła niesamowitą serię kosmetyków kolorowych! Mamy polskie Estee Lauder, polskie Lancome.. Tak, tak, z tą grupą docelowo kosmetyki z linii Provoke mają konkurować. Osobiście uważam, że będą! Mogę się pochwalić, że pomacałam wszystkie cacuszka w linii, pomalowałam sobie nimi wszystko, co mogłam pomalować, w związku z czym  mogę się obiektywnie wypowiedzieć. Wszystko zaczęło się od sprzedawanych w Sephorze podkładów. Teraz są ich trzy rodzaje: matujący, rozświetlający i liftingujący. Osobiście uważam, że rozświetlający jest najlepszy na Świecie! Naturalny, delikatny, subtelny. Kryje, ale nie obciążą. Skutecznie dodaje blasku skórze.

polskie i tańsze Estee Lauder i Lancome

Moimi kolejnymi faworytami są pudry! Wszystkie! Nie dość, że są przepiękne, to jeszcze niesamowicie funkcjonalne. Różyczka subtelnie rozświetla, ma delikatne drobinki, które wręcz opalizują skórę. Puder sypki ma cudowną gąbeczkę i przypomina mi cudowne czasy pin up girls, kiedy puder nakładało się delikatną gąbeczką. Przepiękny jest również puder brązujący, nie bez powodu nazywa się choco - zwróć uwagę na jego wygląd :). Dla mnie jest jednak trochę zbyt ciemny. Natomiast modelator twarzy mam wrażenie, że jest połączeniem rozświetlacza i pudru brązującego. Idealnie spełnia obie role. 
Kosmetyki można kupić w bardzo przystępnych cenach (60-85 zł) w wielu drogeriach. Moje na stałe zagoszczą w kosmetyczce. Dają mi poczucie odrobiny luksusu w życiu codziennym. A Wy posiadacie już swoje ulubione kosmetyki Provoke?

polskie i tańsze Estee Lauder i Lancome


polskie i tańsze Estee Lauder i Lancome

polskie i tańsze Estee Lauder i Lancome

polskie i tańsze Estee Lauder i Lancome


polskie i tańsze Estee Lauder i Lancome

wtorek, 22 kwietnia 2014

Tusze na wiosnę!

Jak wszyscy widzą przyszła wiosna, a wraz z nią wielka pobudka Lipstickonthemap. Mam świadomość, że nie było mnie strasznie długo. W związku z tym niesamowicie Wam dziękuję, że czekaliście, aż się ogarnę i pozbieram, że motywowaliście do dalszej pracy, nawet że krzyczeliście, żeby zadziałać motywująco. Dziękuję z całego serca. 

Zauważyłam, że o niebo ciężej jest mi się zabrać do postów, jeżeli z góry założę, że będą długie. Zatem Wielki Test Tuszy nie będzie miał tak jak przewidywałam dwóch części (tutaj możesz znaleźć część pierwszą) tylko MILIJONY części! Dzisiaj pokażę Wam tusze, których ostatnio najczęściej używam. Do zdjęć wykorzystałam moją niezastąpioną modelkę Magdalenę .

Pierwszym tuszem jest Bad Girls Ingrid. Po pierwsze to o dziwo polska firma! Zawsze się na maksa jaram, jak okazuje się, że polska firma robi dobre kosmetyki. Ten dokładnie taki jest: pogrubia rzęsy, rozdziela je i odbija u nasady. Dodatkowo przez cały dzień utrzymuje się na rzęsach, nie obsypuje się i nie ściera. Kosztuje około 11 zł, więc warto mieć go po prostu pod ręką. Kolejnym plusem jest to, że można kupić go przez internet tutaj. Więcej informacji możecie znaleźć na fp Verony na Facebooku :).

tusz pogrubiajacy

tusz pogrubiajacy

Kultową wręcz pozycją jest tusz Great Lash Maybelline (ok. 13 zł). Wszystkie gwiazdy i , co najważniejsze ich makijażyści, kochają ten tusz. Po pierwsze dlatego, że niczego nie udaje, nie kreuje się na drogi kosmetyk. Jest dokładnie taki, jaki powinien być tusz i robi to, co powinien robić tusz. Maluje rzęsy, nie skleja ich, delikatnie wydłuża. Ma małą szczoteczkę, która bez problemu dotrze do każdego, nawet najmniejszego włoska. Stanowczo jeden z moich faworytów.

rzęsy jak gwiazda

rzesy jak gwiazda

Tusz Noir Couture Mascara Givenchy (ok. 140 zł) delikatnie mnie rozczarował. Maluje rzęsy na głęboki czarny kolor, pogrubia je, delikatnie wydłuża. Jednak przez wymyślną trzykomorową szczoteczkę nabiera zbyt dużo tuszu i niesamowicie skleja rzęsy. W związku z tym malowanie ich trwa wieczność, bo najpierw malujemy rzęsy, a potem wyczesujemy z nic nadmiar tuszu. Stanowczo dla cierpliwych.

rozczarowanie givenchy

rozczarowanie givenchy

Tusz Full Exposure Smashboxa (ok. 95 zł) jest niezastąpiony. Stosuję go na wszelkie większe wyjścia, rozmowy kwalifikacyjne i romantyczne randki :). Ma OGROMNĄ szczoteczkę, która doskonale pogrubia rzęsy, wydłuża rozczesuje, a co zadziwiające maluje nawet najmniejsze z nich, schowane w kącikach oka. Jest niesamowicie wydajny, mam go od roku i nie wysechł, dalej dzielnie mi służy. W ciągu dnia sprawia się idealnie, nie obsypuje się, nie zbiera w kącikach oka. Stanowczo mogę go polecić każdej z Was. Wiem niestety, że kosztuje niemało, ale WARTO w niego zainwestować. Z ręką na sercu!

najlepszy tusz pogrubiający na świecie

najlepszy tusz pogrubiający na świecie

Na koniec mogę dodać, że mam nadzieję, że nie zapomnieliście o Lipstickonthemap na Facebooku? Zawsze jak zbyt długo nie będzie się pojawiał wpis to tam możecie na mnie krzyczeć i dodawać motywacji i weny :).