Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bronzer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bronzer. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 sierpnia 2014

Smakowite nowości od Revlon

W momencie, w którym pierwszy raz zobaczyłam te rozświetlacze wiedziałam, że muszę je mieć! Wyglądają tak uroczo i tak nieziemsko, że mnie po prostu byłam bezradna. Highlightening Palette jest w dostępny w trzech kolorach: 1 - brzoskwiniowym, 2 - różowym i 3 - brązowym. Mam delikatne wrażenie, że są to po prostu trzy różne produkty, czyli 1 - rozświetlacz, 2 - róż i 3 - bronzer. Na zdjęciach przedstawię Wam trzeci odcień. Składa się on z pięciu kolorów, które na skórze tworzą idealną, delikatną całość. Produkt ma  świetną, kremową konsystencję i bardzo łatwo i równomiernie nakłada się pędzlem. Bez problemu można do stopniować, więc nadaje się do praktycznie każdej karnacji. Niestety posiada bardzo delikatne, jednak dość mocno połyskujące drobinki co niekoniecznie sprawdzi się u posiadaczek tłustej skóry. Sam rozświetlacz jest dość wydajny i trwały. Przez cały dzień wygląda schludnie i na szczęście drobinki nie emigrują po całej twarzy (nienawidzę tego!). Najważniejsze jednak zostawiłam na koniec. Uwielbiam go również za wielofunkcyjność. Przyznam się Wam, często zapominam zabierać ze sobą cienie do powiek. Po prostu wylatuje mi z głowy. I ten produkt świetnie się sprawdził jako ich zastępca! Pięknie rozświetliłam sobie nim oko (God Bless za biały pasek!!)) i wyrównałam koloryt powieki. Nie zbierał się w załamaniu powieki, nie przemieszczał się i stanowił świetną bazę pod eyeliner! Mam wrażenie, że to wyjątkowo udany produkt. Was też jego wygląd tak urzeka? 






czwartek, 21 sierpnia 2014

Surferskie wakacje


Bobbi Brown wypuściła edycję limitowaną o wdzięcznej nazwie Surf and Sand. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie zamówiła czegoś do swojej kolekcji :) Przedstawiam Wam Brightening Blush! Wybrałam odcień Bronze, sądząc, że po wakacjach będę ciut ciemniejsza niż zwykle. Jednak trzeba uważać bo ten kolor jest bardzo ciemny, w sumie jak sama nazwa wskazuje - brązowy. Róż składa się z trzech odcieni - brązowego, różowego i beżowego. Doskonale się nakłada pędzlem, jest kremowy i miękki. Wystarczy odrobina by przyciemnić całą twarz, w związku z tym opakowanie spokojnie starczy nawet na kilka lat używania. Jednak bardzo łatwo z nim przesadzić, sama miałam kilka podejść do niego bo zdarzyło mi się zrobić ciemną aureolę wokół twarzy :). Warto jednak z nim popracować bo późniejszy efekt jest piorunujący! Pięknie dodaje kolorytu, delikatnie się mieni odbijając światło, cały dzień pozostaje na swoim miejscu, zaś opalizujące drobinki nie przemieszczają się! Wystarczy po prostu zaopatrzyć się w dobry pędzel i chwilę cierpliwości by poczuć się jak prawdziwa surferka z wiatrem we włosach!






niedziela, 9 lutego 2014

Powrót w wielkim stylu The Balm!

Właśnie sprawdziłam, nie było mnie miesiąc.. To nie tak, że mi minęło, że nie chciałam - po prostu nie mogłam. Jednak z racji tego, że tylko winny się tłumaczy, ja stanowczo nie będę, tylko przejdę od razu do sedna naszego posta - The Balm!

Firma jest fenomenalna i o tym wszyscy wiemy. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie sprawdziła tego na własnej skórze. Największym minusem tych produktów jest ich cena - żeby przetestować te cztery produkty mam wrażenie, że musiałam obrabować bank. Natomiast największą zaletą jest ich wygląd. Po prostu chce się je kupić, chce się ich używać, chce się mieć je blisko, na własność, we własnej torebce i macać, macać, macać! Mam nadzieję, że nie tylko ja mam takie odczucia bo zacznę się podejrzewać o stany maniakalne, ale jedno jest pewne - uwielbiam pin up. Jest to totalnie kobiecy i totalnie odlotowy styl!


Zaczniemy od najsłabszego ogniwa. Mam wrażenie, że nie jestem zbyt wymagająca w kwestii tuszów. Wystarczy, żeby nadawał kolor i delikatnie pogrubiał rzęsy. Ten jednak nie robi nic. Dobrze, nadaje kolor, ale poza tym nie ma jakiś specjalnych właściwości, a już na pewno nie nadaje się do makijażu pin up z najdłuższymi rzęsami świata.


Róż do policzków Hot Mama! jest naprawdę hot! Na maksa. Delikatnie opalizuje, i pozwala na stopniowe nakładanie. Można nałożyć jedną warstwę i uzyskać bardzo delikatny efekt, a można nałożyć pięć warstw i mieć mocno zarysowane policzki. Jednak jedno jest w nim zaskakujące - mam wrażenie, że jest to jedyny róż, z którym nie można przesadzić. Idealny dla osób, które uczą się obsługi różu, nie znają jeszcze na tyle swojej twarzy, żeby doskonale podkreślić jej zalety i ukryć mankamenty. Delikatny, stonowany, przywraca blask zmęczonej cerze.


Jednak mistrzami przywracania blasku są ci dwaj bohaterowie! Tak, z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że są to bohaterowie. Musze się przyznać, że nie raz zdarza mi się nadużywać dobroci mojego organizmu i wymęczyć go na wszelkie możliwe sposoby. Wówczas moja cera robi się szara, bez wyrazu, a  oczy są bardzo zmęczone. Wtedy do akcji wkracza rozświetlacz. Ma delikatną kremową konsystencję. Jest niesamowicie wydajny, wystarczy odrobina nabrana na pędzel, żeby rozświetlić całą twarz. Osobiście szczególnie skupiam się na oczach (robiąc delikatny makijaż stosuję go zamiast cienia do powiek), nosie i policzkach. Mam wrażenie, że jest to najlepszy rozświetlacz na rynku, a już na pewno jest wart swojej ceny. Oczywiście, dodatkowo wygląda wręcz zjawiskowo!


Ostatnim pomocnikiem w ukrywaniu wszelkich oznak niewyspania jest bronzer Betty-lou Manizer. Również ma niesamowicie delikatną konsystencję, jest jednak dość mocno napigmentowany. Trzeba uważać z jego ilością. Ma za to niesamowitą zaletę - również jest opalizujący, pełen malutkich drobinek odbijających światło, dzięki temu łatwiej nam uzyskać efekt delikatnie opalonej skóry. Kolejny totalnie odjechany produkt, absolutnie wart swojej ceny.


Teraz poproszę wszystkich o brawa dla Magdy, która zgodziła się zostać naszą modelką. Pomyślałam, że tak najłatwiej uda mi się pokazać działanie kosmetyków. Widzicie sami, delikatnie zaróżowione policzki, rozświetlone oczy i odrobinę wymodelowany owal. Zwróćcie jednak uwagę na rzęsy. Magda ma naturalnie długie i gęste rzęsy, więc efekt nie jest tak spektakularny, ale ten tusz naprawdę nie zrobił  jej rzęsami nic.. Jeżeli macie jakieś pytania dotyczące kosmetyków z tej serii to śmiało zadawajcie, dajcie również znać jak Wam się podoba przedstawianie kosmetyków na Magdzie :) Na zachętę publikuję kilka zdjęć z make over posta ;)