Konsystencja jest bardzo płynna, dzięki temu mgiełka natychmiastowo się wchłania.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nawilżanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nawilżanie. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 2 grudnia 2013
Mlecznie mgiełki Pat&Rub
Dziś będzie krótko, ale do rzeczy!
Nie wiem jak Wy, ale ja mam dwa ściśle powiązane ze sobą problemy związane z dbaniem o swoją skórę: brak czasu i brak systematyczności. Regularnie zapominam o kremie, bazie czy też peelingu, nie wspominając już o codziennym nawilżaniu. Wówczas przychodzi mi na ratunek Mleczna Mgiełka od Pat&Rub. Niestety musimy za nią zapłacić dość sporo, bo aż 45 zł (dostępna tutaj), jednak jest ona absolutnie niesamowita. Gdy nie mam czasu na poranne wcieranie balsamu w moje ciało, wówczas po prostu spryskuję się mgiełką, szybko rozcieram i moja skóra natychmiast staje się nawilżona. Mgiełka wchłania się BŁYSKAWICZNIE, nie pozostawia tłustego filmu oraz nie brudzi ubrań. Roztacza wokół siebie dość silną cytrynową woń, co mi osobiście się podoba, ale niestety niektórym może przeszkadzać. Jednak z czasem przestajemy ją wyczuwać, a i ona sama staje się coraz słabsza. Największym plusem mgiełki od Pat&Rub są naturalne składniki: sok z aloesu, olej arganowy, olej słonecznikowy i roślinna gliceryna. Dzięki temu kosmetyk ten nawilża skórę, odświeża, nie podrażnia i, co ważne, nie narusza jej struktury. Jedyną ich wadą jest niska wydajność – 125 ml wystarcza na miesiąc stosowania, a nawet mniej w zależności od tego na jakie partie ciała i jak często ją stosujemy. Wszystko inne jest po prostu IDEALNE!
czwartek, 28 listopada 2013
Avonowe SPA
Przyznam się bez bicia – nienawidziłam Avonu. Uważałam, że
to beznadziejna firma, mająca dobrego grafika i robiąca dobre katalogi. No może
jeszcze uwielbiałam ich malutkie testery szminek, ale kto ich nie kochał?
Pamiętam jak zamawiałam balsamy rozświetlające w sprayu, które okazywały się
wodą z mikro dawką brokatu. Ale.. I teraz będzie bardzo ważne ALE. Spotkałam
bardzo fajną konsultantkę, która bez lania wody powiedziała mi co jest dobre,
co jest złe i co koniecznie muszę kupić. Oczywiście, nie wszystkie zakupy są
trafione, ale niektóre rzeczy okazały się niesamowite! Jedną z nich są maseczki
Planet SPA. Ich regularna cena to 26 zł, ale bez problemu można je znaleźć w
promocji za 10, albo poszukać zestawów z saszetkami maseczek, żeby je
wypróbować J
Więc po kolei:
1.
Moja ulubienica: WYGŁADZAJĄCA MASECZKA DO
TWARZY. Jest niesamowita. Zakłada się ją, wysycha, zrywa się ją (trzeba uważać,
w okolicy brwi boli) i skóra jest miękka, oczyszczona, odżywiona i bardzo
gładka. Nie wiem czy ona po prostu wyrywa włoski, które są na twarzy i
pozostawia takie wrażenie, czy działa cuda. Ale po zastosowaniu moja skóra
wygląda jak pupa niemowlaka. Tylko bez zapalenia mieszków włosowych.
2.
REWITALIZUJĄCA MASECZKA DO TWARZY CHIŃSKI
ŻEŃ-SZEŃ. Też typu peel of. Nie daje jednak takiego uczucia wygładzenia. Za to
bardzo dobrze rozświetla. Skóra jest miękka, delikatna i wygląda na wypoczętą.
Szkoda tylko, że nie można jej nałożyć w okolice oczu bo podrażni delikatną
skórę
.
3.
ODŻYWCZA MASECZKA DO TWARZY Z MASŁEM SHEA.
Stanowczo nawilża – widzę to nawet ja, choć nie jestem najlepszą testerką
kosmetyków nawilżających bo moja skóra po prostu tego nie potrzebuje. Nie wiem
czy są spektakularne efekty, bo nie da się u mnie tego zaobserwować. Ale skoro
nawet moja skóra staje się bardziej miękka, sprężysta i gładka to chyba znaczy,
że działa, prawda?
4.
MASECZKA BŁOTNA DO TWARZY Z MINERAŁAMI Z MORZA
MARTWEGO. Kolejna z serii moich ulubionych. Bardzo przyjemnie pachnie! Po
odczekaniu kilkunastu minut skóra jest jak nowonarodzona. Oczyszczona,
nawilżona, gładka, miękka – serio! I nie daje takiego maksymalnego efektu
ściągnięcia, troszkę jest, ale praktycznie nieodczuwalny.
5.
REWITALIZUJĄCA MASECZKA DO TWARZY HIMALAJSKIE
JAGODY GOI. To jest moja największa zagadka. W sumie jak nie wiem czego
potrzeba mojej skórze to ją robię. Działa w miarę ok, coś nawilża, coś
wygładza, skóra jest bardziej miękka, ale zachwycać się nią nie będę, mimo, że
stosuję raz w czas J
6.
MASECZKA DO TWARZY Z GLINKA Z TURECKIEJ ŁAŹNI
TERMALNEJ. TOTALNIE odjechana! Super pachnie. A podczas działania zmienia
kolor! Oczyszcza skórę do granic możliwości, dając jej możliwość do
pooddychania. Reguluje wydzielanie sebum i działa przez długi czas. To
opakowanie jak widać na zdjęciu już mi się kończy, a nie zawaham się kupić
kolejne.
7.
LUKSUSOWA MASECZKA DO TWARZY Z EKSTRAKTEM Z
CZARNEGO KAWIORU. Ma piękne opakowanie, wręcz najpiękniejsze (tak, wiem
pozostałe maseczki zmieniły ostatnio design). Jej działanie jest spoko, ale nie
nazwałabym jej luksusową. Rozświetlające drobinki są zbyt duże jak na drobinki
i po prostu nie zostają na skórze. W gruncie rzeczy jest taka, że mogłoby jej
nie być..
Na zdjęciu pokazane są maseczki po nałożeniu (lewej kolejno
nr 1, nr 2,…, nr 7) i po wyschnięciu.
po nałożeniu
po nałożeniu
po wyschnięciu
Subskrybuj:
Posty (Atom)