Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą avon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą avon. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 grudnia 2013

Sylwestrowa..twarz? Pomocnicy makijażu!

Dzisiaj będzie ostatnia telekspresowa seria przed sylwestrem bo już za godzinę wyjeżdżam nad morze i nie będę miała dostępu do internetu aż do Nowego Roku (jedyna relacja dostępna będzie na profilu na fb). Wcześniej jednak chciałam Wam pokazać moje ulubione produkty do rozświetlania twarzy i dekoltu. Pierwszą propozycją są pudry rozświetlające w pędzelku. Idealne do poprawek, bez problemu mieszczą się torebce i nie rozsypują. Osobiście wolę Lieraca za fenomenalny zapach i filtr UV. Ma on też bardziej złoty kolor. Drobinki Golden Rose są jaśniejsze i widoczniejsze niż Lieraca. Jednak jeden i drugi puder niesamowicie łatwo się aplikuje i utrzymuje na swoim miejscu przez długi czas.



Doskonałym produktem jest również rozświetlacz Lancome. Niestety absolutnie nie pamiętam skąd go mam. Wybierając fajne rzeczy z mojej kosmetyczki na potrzeby tego posta po prostu wpadł mi w ręce. Mam go od zeszłego roku i odkrywam coraz więcej jego zastosowań: jako rozświetlacz do ciała, do policzków, nałożony w wewnętrznych kącikach oka, czasami nawet nakładam go na włosy lub jako cień do powiek na całej powiece. Latem jest niezastąpiony, a dodatkowo jest bardzo wydajny. Stosuję go od roku, a jego końca nie widać!


Kolejnym must have sylwestrowego looku jest korektor. Każda z nas ma inne potrzeby, a ten jest idealny dla nas wszystkich! Ukrywa: niedoskonałości, naczynka, zasinienia, zaczerwienienia i pryszcze! Ma bardzo gęstą kremową konsystencję więc trzeba uważać, żeby nie nałożyć go zbyt wiele. Jednak jest niezastąpiony bardzo długo kamufluje nasze mankamenty i nie tworzy na nich maski. Właśnie spakowałam go do torby ;).


Nad marką Paese rozpływają się wszystkie blogerki. Ja odkryłam u nich mój idealny puder. Matuje, a nie wysusza, efekt jest długotrwały i totalnie matowy. Kusi mnie jeszcze zakup ich transparentnego pudru ryżowego, ale to po nowym roku. Na razie ten sprawuje się najlepiej ze wszystkich.


Teraz dwa rozświetlacze, które towarzyszą mi od bardzo dawna. Artdeco kupiłam w zeszłym roku, natomiast z Sephorą przyjaźnię się od dobrych kilku lat (tak, wiem kosmetyki mogą się przeterminować ;P). Oba są wspaniałe, jak wszystkie pokazywane przeze mnie kosmetyki, jednak różnią się totalnie. Artdeco jest jasny, delikatny, miesza w sobie wiele pigmentów, pasuje do każdej karnacji. Wystarczy nałożyć odrobinę by twarz była mniej zmęczona. Dodatkowo ma takie piękne opakowanie. Natomiast Sephora mam wrażenie nadaje się bardziej do ciała. Ma znacznie większe drobinki,ciemniejszy odcień jednak jej efekt jest spektakularny i długotrwały. Jak widać jest również nieśmiertelna, tak od 5 lat używam tego samego roświetlacza i się tego nie wstydzę bo jest on niezastąpiony!




Ostatnie są pudry brązujące. Bardzo mnie denerwuje fakt, że polki tak mało rozświetlają i modelują swoją twarz. A to takie proste! Rozświetlamy wierzch nosa, kąciku oczy, łuk kupidyna i policzki, a modelujemy skronie i rzuchwę. Tak w ekspresowym tempie, podstawowe informacje ;). Przedstawione produkty: Inglot i Avon Glow są na tyle delikatne, że nie da się zrobić nimi krzywdę. Bardzo delikatnie tonują skórę i sprawiają, że nasza twarz ma lepiej zarysowane kości, wydaje się smuklejsza i po prostu mniej zmęczona.



Ja tymczasem biegną dopakować ostatnie rzeczy i wsiadam do samochodu. Wam życzę wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! Wspaniałego sylwestra, udanych stylizacji i żebyście błyszczały całą noc, zarówno wyglądem jak i osobowością! Tańczmy do białego rana! Bardzo chętnie pooglądam Wasze sylwestrowe stylizacje wystarczy wysłać mi zdjęcie w wiadomości prywatnej albo wstawić na tablicę, albo otagować #lipstickonthemap (post musi być publiczny). Wszystkie chwyty dozwolone! Do zobaczenia w 2014 roku!

niedziela, 8 grudnia 2013

Wielki test tuszy do rzęs - część pierwsza

Postanowiłam specjalnie dla Was zrobić post testujący różne tusze do rzęs, które zgromadziłam w swojej kosmetyczce. Okazało się, że jestem totalną wariatką i mam mnóstwo tuszy do rzęs. A dodatkowo jestem niesamowicie wymagająca w tej kwestii. Wszystkie tusze albo niewystarczająco pogrubiają moje rzęsy, albo je sklejają, albo odbijają mi się na górnej powiece. Dlatego opiszę wszystkie wady i zalety poniższych tuszy. Podzieliłam je więc na dwie części, dzisiaj będą te z silikonowymi szczoteczkami, a za kilka dni te, ze zwykłymi szczoteczkami. Nasz pierwszy bohater to Mega effects Avonu. Kosztuje aż 45 zł, czyli sporo. Wbrew wszelkim opiniom udało mi się nim pomalować i nie pobrudzić całego oka. Jednak nie jest on moim odkryciem kosmetycznym. Na youtubie jest kilka filmików instruktażowych jak go używać. Może jak się wyćwiczę to będę jego fanką numer jeden, jednak na razie mam kiepskie odczucia. Masakrycznie skleja moje rzęsy. Przez to nie dodaje im objętości. Ciężko jest też rozprowadzić go po całych rzęsach, ale może to właśnie kwestia wprawy. Czytelniczki magazynu Allure uznały go jednym z najlepszych tuszy tego roku. Jest to jedyny argument, żeby dać mu szansę. Jak tylko zmienię o nim zdanie to edytuję posta, aktualnie nie polecam.


Wielki test tuszy do rzęs

Wielki test tuszy do rzęs



Kolejnym tuszem jest Rocket Volume Express Maybelline. Koszt to ok. 30 zł, czyli całkiem spoko. Bardzo dobrze wydłuża rzęsy, odrobinę je pogrubia. Mam jednak wrażenie, że nakłada za dużo kosmetyku na rzęsy i dlatego się sklejają. Jeżeli się nad makijażem popracuje to daje bardzo pozytywny efekt. Jednak jeśli zależy nam na szybkiej stylizacji to warto zaopatrzyć się w inny kosmetyk, albo postawić jedynie na wydłużenie.


Wielki test tuszy do rzęs
Wielki test tuszy do rzęs



Big&Beautiful Play It Big Astora to moja największa zagadka. Serio.. Też kosztuje koło 30 zł, więc tak sobie, ale ma niesamowitą szczoteczkę. Dużą, pokrywającą tuszem wszystkie włoski. Jednak sam produkt dość rozczarowuje. Niemiłosiernie się osypuje, dodatkowo robi na rzęsach mnóstwo grudek. Nie wiem, czy może kupiłam stary produkt, czy on po prostu taki jest. Gdyby nie konsystencja i wady tuszu, to myślę, że produkt byłby bestsellerem w mojej kosmetyczce. Bo jak spróbowałam włożyć szczoteczkę do innego tuszu to był czad!


Wielki test tuszy do rzęs

Wielki test tuszy do rzęs



Teraz zacznie być zabawnie bo przedstawię Wam dwa, niemal identyczne produkty! False Lash Effect Max Factor i Big Volume Lash Eveline. Pierwszą różniącą je rzeczą jest oczywiście cena: Max Factor koło 50 zł, natomiast Eveline koło 12 zł. Jednak oba są niesamowite. Eveline ma ciut dłuższe rzęski w szczoteczce, dzięki czemu jest łatwiejsza w obsłudze. Jednak gdy nauczymy się malować Max Factorem to efekt będzie cudowny. Jedynymi mankamentami jest to, że tusze się obsypują i trzeba poświęcić makijażowi trochę czasu, żeby uzyskać „efekt sztucznych rzęs”. Niestety nie podkręcają rzęs, ale możemy zainwestować wówczas w zalotkę ;).



Wielki test tuszy do rzęs

Wielki test tuszy do rzęs

Eveline Big Volume Lash

Eveline Big Volume Lash

Jednym z najlepszych opisywanych dzisiaj tuszy jest Growth Mascara Gosha. Ma niesamowitą szczoteczkę, która pomaluje nawet najmniejsze rzęsy w kącikach. Wydłużą je, podkręca, pogrubia, pięknie rozczesuje. Kosztuje koło 30-40 złotych w zależności od promocji. Jednak nie zauważyłam obiecanego efektu wzrostu rzęs, co mnie irytuje bo nie lubię być oszukiwana. Tak to jest zdecydowanie fantastyczny tusz, ale może zbyt krótko go używam, żeby moje rzęsy widocznie się odmieniły.

Gosh Growth Mascara

Gosh Growth Mascara



Kolejnym must have jest Super Shock Avon. Kosztuje 36 zł, czyli w granicach normy. I również ma cudną, grubą szczoteczkę, idealnie rozczesującą i pogrubiającą rzęsy. Największym jego plusem jest fakt, że już jednym pociągnięciem możemy bardzo dobrze pomalować oczy. Uważam, że nie powinno go zabraknąć w żadnej kosmetyczce.

Avon Super Shock

Avon Super Shock



Moim najnowszym odkryciem jest Eye Brightening Max Factora. 45 zł za tusz to całkiem sporo, więc spodziewałam się spektakularnych efektów. Niestety po raz kolejny zawiodłam się. Mam tusz dopasowany do oczu zielonych więc wybaczyłam mu to, że nie współgrał z moją źrenicą, która jest piwna. Ma bardzo przyzwoitą szczoteczkę, całkiem fajną konsystencję, rozczesuje rzęsy, nie zostawia grudek, a więc co jest nie tak? Właśnie sama się nad tym zastanawiam. Po prostu połączenie tych wszystkich składowych nie daje takiego efektu jak powinno. Efekt jest dobry, ale właśnie – tylko dobry..

Max Factor Eye Brightenning

Max Factor Eye Brightenning


Ostatnim dzisiejszym bohaterem będzie SuperDrama Avonu. Koszt to 36 zł. I teraz Was zadziwię bo efekt, jak widać jest ok, ale samo malowanie rzęs mnie po prostu bolało. Nie wiem, czy moje oczy były już po prostu zmęczone, czy te skrzydełka szczoteczki po prostu je podrażniły. Tak, skrzydełka, szczoteczka składa się z blisko ułożonych obok siebie silikonowych kwadratów, przez co, być może, nie nadaje się do stosowania dla wrażliwych oczu. Avon jest chyba mistrzem w wymyślaniu coraz to dziwniejszych szczoteczek, jednak ta, jak dla mnie, była pudłem. Efekt daje fajny: wydłużone, pogrubione rzęsy, ale zostawiam go na wyjścia awaryjne.

Avon Super Drama

Avon Super Drama



Zapraszam za kilka dni na część drugą poświęconą tuszom ze szczoteczkami z włosia.



czwartek, 28 listopada 2013

Avonowe SPA

Przyznam się bez bicia – nienawidziłam Avonu. Uważałam, że to beznadziejna firma, mająca dobrego grafika i robiąca dobre katalogi. No może jeszcze uwielbiałam ich malutkie testery szminek, ale kto ich nie kochał? Pamiętam jak zamawiałam balsamy rozświetlające w sprayu, które okazywały się wodą z mikro dawką brokatu. Ale.. I teraz będzie bardzo ważne ALE. Spotkałam bardzo fajną konsultantkę, która bez lania wody powiedziała mi co jest dobre, co jest złe i co koniecznie muszę kupić. Oczywiście, nie wszystkie zakupy są trafione, ale niektóre rzeczy okazały się niesamowite! Jedną z nich są maseczki Planet SPA. Ich regularna cena to 26 zł, ale bez problemu można je znaleźć w promocji za 10, albo poszukać zestawów z saszetkami maseczek, żeby je wypróbować J

Więc po kolei:

Avon Planet SPA


1.       Moja ulubienica: WYGŁADZAJĄCA MASECZKA DO TWARZY. Jest niesamowita. Zakłada się ją, wysycha, zrywa się ją (trzeba uważać, w okolicy brwi boli) i skóra jest miękka, oczyszczona, odżywiona i bardzo gładka. Nie wiem czy ona po prostu wyrywa włoski, które są na twarzy i pozostawia takie wrażenie, czy działa cuda. Ale po zastosowaniu moja skóra wygląda jak pupa niemowlaka. Tylko bez zapalenia mieszków włosowych.

Avon Planet SPA


2.       REWITALIZUJĄCA MASECZKA DO TWARZY CHIŃSKI ŻEŃ-SZEŃ. Też typu peel of. Nie daje jednak takiego uczucia wygładzenia. Za to bardzo dobrze rozświetla. Skóra jest miękka, delikatna i wygląda na wypoczętą. Szkoda tylko, że nie można jej nałożyć w okolice oczu bo podrażni delikatną skórę

Avon Planet SPA

.
3.       ODŻYWCZA MASECZKA DO TWARZY Z MASŁEM SHEA. Stanowczo nawilża – widzę to nawet ja, choć nie jestem najlepszą testerką kosmetyków nawilżających bo moja skóra po prostu tego nie potrzebuje. Nie wiem czy są spektakularne efekty, bo nie da się u mnie tego zaobserwować. Ale skoro nawet moja skóra staje się bardziej miękka, sprężysta i gładka to chyba znaczy, że działa, prawda?

Avon Planet SPA


4.       MASECZKA BŁOTNA DO TWARZY Z MINERAŁAMI Z MORZA MARTWEGO. Kolejna z serii moich ulubionych. Bardzo przyjemnie pachnie! Po odczekaniu kilkunastu minut skóra jest jak nowonarodzona. Oczyszczona, nawilżona, gładka, miękka – serio! I nie daje takiego maksymalnego efektu ściągnięcia, troszkę jest, ale praktycznie nieodczuwalny.

Avon Planet SPA


5.       REWITALIZUJĄCA MASECZKA DO TWARZY HIMALAJSKIE JAGODY GOI. To jest moja największa zagadka. W sumie jak nie wiem czego potrzeba mojej skórze to ją robię. Działa w miarę ok, coś nawilża, coś wygładza, skóra jest bardziej miękka, ale zachwycać się nią nie będę, mimo, że stosuję raz w czas J

Avon Planet SPA


6.       MASECZKA DO TWARZY Z GLINKA Z TURECKIEJ ŁAŹNI TERMALNEJ. TOTALNIE odjechana! Super pachnie. A podczas działania zmienia kolor! Oczyszcza skórę do granic możliwości, dając jej możliwość do pooddychania. Reguluje wydzielanie sebum i działa przez długi czas. To opakowanie jak widać na zdjęciu już mi się kończy, a nie zawaham się kupić kolejne.

Avon Planet SPA


7.       LUKSUSOWA MASECZKA DO TWARZY Z EKSTRAKTEM Z CZARNEGO KAWIORU. Ma piękne opakowanie, wręcz najpiękniejsze (tak, wiem pozostałe maseczki zmieniły ostatnio design). Jej działanie jest spoko, ale nie nazwałabym jej luksusową. Rozświetlające drobinki są zbyt duże jak na drobinki i po prostu nie zostają na skórze. W gruncie rzeczy jest taka, że mogłoby jej nie być..


Na zdjęciu pokazane są maseczki po nałożeniu (lewej kolejno nr 1, nr 2,…, nr 7) i po wyschnięciu.

po nałożeniu

po nałożeniu

po wyschnięciu