Dzisiaj znowu szaleję z makijażem. Muszę się przyznać, że ostatnio odkryłam mocny makijaż ust. Tak, stwierdziłam, że to niesamowite: mogę mieć masę pryszczy, słaby tusz, zły dzień, ale umaluję usta na wyrazisty, mocny kolor i ludzie nie zauważają w moim wglądzie niczego innego! Uwielbiam to! Zatem przestawiam Wam moją kolejną szminkę w kolekcji firmy diego dalla palma o kolorze il rossetto. Faktycznie - jest niesamowicie różowa. Co oczywiście jest jej niesamowitym plusem. Można ją super stopniować - jedno przeciągnięcie szminką ust daje delikatny, ale widoczny efekt. Natomiast z każdym następnym się on pogłębia. Świetne jest również to, że szminka daje półmatowy efekt. Nie wysusza ust, nie zbiera się w załamaniach. Nie przytłacza twarzy, a delikatnie podkreśla nasze naturalne piękno. Osobiście ją uwielbiam i notorycznie stosuję, tak po prostu na co dzień :) A Wy używacie mocnych szminek? Czy wolicie bezpieczniejsze odcienie? Może jeszcze nie eksperymentowałyście z kolorami? :) Czekam na Wasze opowieści!
sobota, 21 czerwca 2014
czwartek, 19 czerwca 2014
Nowa miłość
Kolejny powrót do Was, a skoro powrót to w wielkim stylu. Skoro wielki styl to nowa miłość. Skoro nowa miłość to lakier do ust! Pure Color Estee Lauder. Pisałam Wam o mojej wcześniejszej miłości Revlon Colorstay tutaj. Wszystko się jednak zmieniło kiedy odkryłam lakiery do ust. Mam swoje osobiste, najlepsze na świecie top 3. Dzisiaj pierwsza pozycja Pure Color. Jest to kolor Fuchsia Flash - mocny, fuksjowy róż. Uwielbiam konsystencję tego lakieru - ciężką lepką, gęstą. To sprawia, że moje usta są miękkie, gładkie, nawilżone i odżywione. Zachwyca mnie również jego kolor: głęboki, błyszczący, z maleńkimi opalizującymi drobinkami - wygląda jak różowy śnieg ;). Nie mogę też nic zarzucić trwałości. Stopniowo się ściera po kilku godzinach. Dla mnie jest to jeden z ideałów. A co Wy myślicie o lakierach do ust? Macie jakieś ulubione?
sobota, 7 czerwca 2014
Mavalyczna masakra
Założenie tego bloga było takie, że pokazuje Wam kosmetyki, które są best of the best albo te, które bardzo mnie zawiodły. Dzisiaj mamy do czynienia niestety z tą drugą grupą. W tuszu do rzęs Mascara Creamy firmy Mavala pokładałam OGROMNE nadzieje. Po pierwsze dlatego, że mają genialną odżywkę do paznokci, po drugie dlatego, że maskara ma fajną zaokrągloną szczoteczkę. Jednak na tym się kończą jej zalety. Tusz jest bardzo gęsty przez co skleja rzęsy i pozostawia nieestetyczne grudki. Dodatkowo opakowanie coś szwankuje bo bardzo dużo tuszu zostaje na szczoteczce przez co nie można nią wyczesać nadmiaru. Po całym dniu jeszcze się osypuje. Serio, jest NAJGORSZY z wszystkich, które miałam.
Mam jednak pomysł! Jeżeli nadal zastanawiasz się, czy nie chciałabyś go sprawdzić to mogę Ci go oddać. Po prostu. Użyłam go tylko raz bo jest naprawdę bardzo badziewny. Dlatego jeśli nadal chciałabyś go przetestować i nie brzydzisz się faktu, że raz go użyłam to napisz do mnie maila. Pierwsza osoba, której zgłoszenie dostanę na skrzynkę dostanie tusz. Szkoda marnować pieniędzy na kiepskie kosmetyki, a ja z chęcią oddam Wam wszystkie, których nie lubię ;) Jak Wam się podoba pomysł?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
